Strona główna Jak to działa? O nas Kontakt Zaloguj się Zarejestruj się
Uwaga! Od godziny 23:00, 15.02.2014 do godziny 02:00 16.02.2014 serwis będzie niedostępny z powodu prac konserwacyjnych.
Okiem eksperta Powrót do listy artykułów
Złość w relacjach. Jak sobie z nią radzić?
2016-04-18 21:27:18

"Mój partner potrafi mnie wyprowadzić z równowagi w ciągu minuty. Bardzo się kochamy, a jednocześnie wciąż kłócimy." O miłości, relacjach i złości.


Długo się zastanawiałam, o czym ma być mój kolejny tekst dla czytelników Razem50plus. Do tej pory sporo pisałam o tym, jak dbać o związek, jak go budować i pielęgnować, co robić, aby było nam ze sobą jak najlepiej. Tymczasem przecież wszyscy wiemy, że mimo starań, które wkładamy w budowanie związku i tak nie zawsze jest miło i różowo. Może o tym także chcielibyście państwo przeczytać? Wcześniej czy później w każdym związku pojawiają się trudności, spory, rozłamy, niejasności. Razem z nimi pojawia się w nas wiele trudnych emocji - złość, bezradność, smutek, żal, wstyd, poczucie winy. I tu wiele osób zaczyna się gubić (i to nie tylko dlatego, że gdy poziom emocji znacząco wzrasta, trudno jest nam jasno myśleć). Doświadczenie wyniesione z gabinetu terapeutycznego podpowiada mi, że często gubimy się z powodu naszych własnych przekonań na temat emocji - które uczucia wolno nam czuć, a których nie powinniśmy, które wypada a których nie wypada okazywać, co jest dobre a co złe, co przystoi mężczyźnie a co kobiecie i tak dalej i tym podobnie. Jednocześnie jestem przekonana, że emocją, z którą jest nam chyba najtrudniej, jest złość i nią właśnie chcę się dziś zająć.


Złościmy się na wiele sposobów i w różnych sytuacjach. Złościmy się na partnera, na siebie, a czasami na dzieci lub teściową, bo na nich zezłościć się nam najłatwiej. Złościmy się zanim dojdzie między nami do kłótni, w jej trakcie albo po niej (na przykład o to, że powiedzieliśmy za dużo i zareagowaliśmy za mocno). Okazujemy złość wybuchając krzykiem, sarkastycznie komentując zachowanie partnera, przyjmując w rozmowie lodowaty ton albo dręcząc siebie i bliską nam osobę wielodniowym milczeniem. To, co w tej różnorodności wydaje się wspólne, to fakt, iż według wielu osób złość jest czymś niepożądanym, niepokojącym czy wręcz groźnym. Gdybym miała spekulować, dlaczego tak się dzieje, powiedziałabym, że to dlatego, że złość jest uczuciem pełnym energii - jeśli na siłę ją stłumimy, rozsadza nas od środka, jeśli wymknie się spod kontroli może ranić drugą osobę i niszczyć związek, jednocześnie jeśli umiejętnie z niej skorzystamy, da nam siłę do tego, by zmienić nasze życie na lepsze.


Zacznijmy jednak od początku... Otóż są różne rodzaje złości. Dla mnie dwa podstawowe i jeden dodatkowy. Pierwszy rodzaj to złość, która tak naprawdę przykrywa inne uczucia. W głębi serca czujemy się bezradni, smutni, boimy się porzucenia, ale na zewnątrz się złościmy. Może być tak na przykład wtedy, gdy od długiego już czasu mówimy partnerowi, że chcielibyśmy spędzać z nim więcej czasu, robić wspólnie coś przyjemnego dla nas obojga, a on po raz kolejny spędza długie godziny w pracy czy na rozmowach telefonicznych. Boimy się, że zachowanie partnera oznacza, że nie darzy on nas już tak silnym uczuciem jak kiedyś, że nie jesteśmy dla niego ważni, być może nawet już nas nie kocha. Czujemy się bezsilni, bo przecież wielokrotnie poruszaliśmy już temat wspólnego spędzania czasu, ale nic się nie zmienia. Potrzebujemy bliskości, przytulenia, potwierdzenia, że jesteśmy ważni i kochani, ale dla wielu z nas okazanie takich delikatnych i wrażliwych uczuć byłoby zbyt trudne. Nauczyliśmy się w przeszłości, że okazywanie bezsilności, słabości, potrzeb naraża nas na zranienie albo na to, że sami o sobie będziemy krytycznie myśleć. Dlatego często zamiast tego złościmy się. Zaczynamy obwiniać i atakować partnera - szczegółowo rozliczamy go z wcześniejszych ustaleń, udowadniamy, że jest nie w porządku, nazywamy przykrymi słowami. Atak boli, więc nasz partner zaczyna się bronić. I złości się, bo wkraczamy na jego teren. Tu się zatrzymam, bo i tak pewnie wszyscy czytelnicy potrafią sobie wyobrazić dalszą, samo-nakręcającą się kłótnię, rosnącą złość oraz rosnący ból obojga partnerów, a jednocześnie dystans między nimi (od osoby, która atakuje, chcemy się raczej oddalić niż do niej zbliżać). To nie ma sensu. Gdy tak naprawdę jesteśmy zaniepokojeni, smutni i bezradni, ale pokazujemy złość i atakujemy, prawdopodobnie nie dostaniemy tego, co jest nam najbardziej potrzebne, czyli bliskości i ukojenia, ale raczej zniechęcimy do siebie partnera. Ten rodzaj złości, złość przykrywająca inne uczucia, nie służy naszym relacjom. Warto poszukać tego, co jest pod nią - uczuć i potrzeb - i spróbować odważyć się mówić o nich wprost. Czasami to trudne i trzeba wiele odwagi, by się zdecydować (któż by się chciał przyznać do bezsilności i strachu?), ale to jedyna droga do tego, byśmy dostali to, czego tak naprawdę potrzebujemy.


Drugi rodzaj złości to uczucie, które rodzi się w nas, gdy ktoś narusza "nasze terytorium" - złość pozwalająca nam bronić swoich granic, pomagająca chronić się, gdy ktoś nas krzywdzi albo przeciwstawić zachowaniom, które godzą w wyznawane przez nas wartości. To uczucie o ogromnym potencjale, pozwalające zmieniać rzeczywistość - walczyć o siebie i o to, co dla nas ważne. Korzystając z energii, jaką daje ten rodzaj złości, partner, który czuje się w relacji wykorzystywany, nieproporcjonalnie obciążony obowiązkami albo w jakiś sposób zniewolony ("nie wolno mi iść na piwo z kolegami", "muszę mu się tłumaczyć z każdego sms-a"), może spróbować zmienić to, co mu przeszkadza - zaproponować nowy podział obowiązków, nie zgodzić się na kolejne zadanie, które miałby wykonać, przeciwstawić się nadmiarowym oczekiwaniom partnera. Taka złość, umiejętnie wykorzystana, prowadzi do zaspokojenia naszych potrzeb. Łatwo ją poznać po efekcie, jaki wywołuje. Jeśli nasza złość pomogła nam zmobilizować się do zachowania, po którym czujemy się lepiej i nasze potrzeby są pełniej zaspokajane, to znaczy, że mamy do czynienia z tą właśnie cenną złością - pełną energii, chroniącą nas i to, co dla nas ważne.


Trzeci rodzaj złości to złość instrumentalna, czyli taka, która jest właściwie "odegrana" - nie czujemy złości, ale nauczyliśmy się, że dzięki okazywaniu jej możemy osiągnąć coś korzystnego. Stosujemy tę umiejętność, używamy złości jako "narzędzia do manipulacji innymi", ale jest w tym zawsze jakiś brak autentyczności, co w konsekwencji nie daje nam pełni satysfakcji.


Teraz, gdy wiemy już, że złość jest różna i potrafimy rozpoznać, kiedy jest to złość kryjąca pod spodem inne delikatne uczucia, kiedy zaś mamy do czynienia ze złością mogącą być naszym sojusznikiem w zdobywaniu tego, czego potrzebujemy, warto jeszcze przyjrzeć się różnego rodzaju przekonaniom na temat złości. To one, przekazywane czasami z pokolenia na pokolenie albo ukute w dzieciństwie i pielęgnowane przez długie dorosłe lata, często powstrzymują nas przed wykorzystaniem energii złości do tego, by zmienić nasze życie na lepsze.


1) Pierwsze przekonanie, które mi przychodzi do głowy, to takie, że nie należy się złościć. Niektórzy moi klienci bardzo mocno starają się, by tak było. Chowają złość głęboko w sobie, tak głęboko, że czasami są przekonani, że nigdy jej nie czują (choć ich otoczenie może być zupełnie innego zdania). Jednocześnie w swoim życiu cierpią na wiele różnych sposobów - zamęczają się, pozwalając dzieciom i wnukom nadmiernie wykorzystywać swój czas i siły, popadają w depresję i tracą energię do życia albo też dręczą się myśleniem o tym, jak uniknąć robienia czegoś, na co nie mają ochoty, ale jednocześnie nie odmawiać. Inni czują złość, ale dodatkowo złoszczą się na siebie za to, że się złoszczą. Tymczasem fakty są takie, że nie jesteśmy w stanie nie czuć uczuć. Uczucia to naturalna reakcja na to, co się dzieje w naszym życiu. Naturalna i pomocna, bo dzięki uczuciom wiemy, czego potrzebujemy i te potrzeby zaspokajamy. Używając dużo energii możemy je w sobie stłamsić na jakiś czas, ale prawdopodobnie i tak prędzej czy później pojawią się ponownie.

2) Kolejne przekonanie, które wyrażają często moi klienci, dotyczy tego, że nie należy wyrażać złości, ale jak już wiecie z poprzednich paragrafów, wyrażenie złości może czasami przybliżyć nas do zdobycia tego, czego potrzebujemy. Ja wolę więc myśleć, że warto się swojej złości przyglądać, badać ją i sprawdzać, a dopiero potem decydować, jak chcemy na nią zareagować - czy zdecydujemy się ją wyrazić, a jeśli tak to w jaki sposób, czy też zachowamy dla siebie.

3) Jeszcze jedno przekonanie, z którym chciałabym się zmierzyć to utożsamianie złości z agresją. Otóż nie jest prawdą, że złość to zawsze agresja. Złość to uczucie, które możemy wyrażać w różny sposób, w tym także w sposób pełen szacunku dla drugiej osoby, nie naruszający jej granic, natomiast agresja to zachowanie przekraczające granice, krzywdzące drugiego (słowem lub czynem). Przygotowanie do tego, by wyrażać złość w sposób, który druga osoba będzie w stanie przyjąć, może wymagać od nas dużo pracy, ale na pewno jest to możliwe. Taka praca to nauka komunikacji i asertywności - uczymy się, jak mówić o swojej złości, unikając jednocześnie krytykowania, oceniania, obwiniania, atakowania itp. - a także nauka samodzielnego uspokajania się po to, by sposób w jaki wyrażamy złość, nie wymknął się nam spod kontroli.


Na koniec podzielę się z państwem metaforą, która przyszła mi do głowy, gdy pisałam ten tekst. Otóż złość jest jak ogień - gdy wymknie się spod kontroli, może niszczyć i prowadzić do destrukcji, jednak gdy będziemy umiejętnie i bezpiecznie z niego korzystać, swoją energią ogrzeje nie tylko nas i nasz obiad, ale nawet cały dom. Prywatnie złość przyciąga mnie swoim urokiem - jak płomienie ogniska albo kominka, przy których mogłabym spędzić całą noc.

 

 

Autor:  Ewa Kaczorkiewicz


www.kaczorkiewicz.com

www.psychoterapeutkapogodzinach.blogspot.com

www.cynamonowa.com

 

EwaKaczorkiewicz

 

Komentarze
  • lilianaDodany przez liliana 374 dni temu
    Witam lepiej się kłócić,niż być okradziony

 

ekspert_razem50plus.pl

ekspert_razem50plus.pl

partner_razem50plus.pl

Copyright 2017 M&M Solutions & razem50plus.pl.2017